2007-08-27 14:43:19
Dawniej to był park
Grała muzyka, pary spacerowały

Park fabryczny przy ul. Traugutta w Ostrowcu Św. to dla osób wychowanych na osiedlach Klimkiewiczowskie i Hutnicze miejsce niezwykłe. Symbol minionych dni, lat świetności dzielnicy i napędzającej jej życie huty. Dziś trwają w parku prace renowacyjne, ale wszyscy zdają sobie sprawę, że nic już nie przywróci mu dawnej świetności i czasów, gdy trudno tam było znaleźć wolną ławkę.
Zdjęcia/załączniki do artykułu:
Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
Park fabryczny powstał po zakończeniu wojny polsko- rosyjskiej, a jego lokalizacją i organizacją zajmowali się inżynierowie Stefan Jarkowski i Witold Gierdziejewski. Wielkie otwarcie, połączone z inauguracyjnym koncertem orkiestry dętej straży pożarnej, odbyło się w roku 1923. Pierwszymi ogrodnikami byli Jan Szwajkowski, Stanisław Loranty, Józef Woźnicki i Jan Strugalski. Najdłużej pracował Stanisław Włostowski, którego syn Wacław jest autorem biuletynu "Klimkiewiczów w moich wspomnieniach", wydanego w 1993 roku.
"Górna część parku przystosowana była do gier i zabaw, a dolna do wypoczynku w cieniu zieleni"- opisuje Wacław Włostowski.- "Panowała tu zazwyczaj cisza i spokój. Jedynie gwarniej było przy obu betonowych kortach tenisowych. Cały park, ogrodzony drewnianymi sztachetami, tonął w kwiatach rosnących na rabatach i klombach".
Wejście do parku w tamtych latach było zupełnie inne niż dziś. Przede wszystkim, za znalezienie się w środku trzeba było zapłacić. Dwie kasy były usytuowane tuż obok głównego wejścia- bramy wjazdowej w stylu zakopiańskim.
Jednym z centralnych miejsc parku była muszla koncertowa, w której latem koncertowała czterdziestoosobowa orkiestra dęta Zakładów Ostrowieckich. Przed muszlą postawiono ławeczki oraz podest służący nie tylko do tańców, ale i walk pięściarskich.
"W porze wieczorowej odbywały się walki zapaśnicze z udziałem "Czarnej Maski". Zapaśników było zazwyczaj pięciu lub sześciu: Józef Łuba, Jan Majecki, Kazimierz Kunat, Władysław Rola, Michał Czekaj, Jan Witkowski. Pod pseudonimem "Czarnej Maski" występował jednooki Antoni Burian. Był to wyśmienicie wyszkolony zapaśnik i nie miał większych trudności z położeniu na łopatki pięciu przeciwników. Po zwycięskich walkach, przy hucznych owacjach, Antoni Burian zdejmował z głowy maskę".
W parku co jakiś czas odbywały się również kiermasze. W altankach postawionych niedaleko muszli można było się posilić, kupić konfetti i serpentyny, słodycze, książki i upominki.
"Były także cztery łódki- huśtawki, nad którymi dozór sprawował Jan Podgórski. Za dwadzieścia groszy można było huśtać się dziesięć minut. Po upływie czasu hamulec zgrzytał pod kłódką. Stał też olbrzym- manekin, obrazujący popiersie starego strażaka. W jego wypchaną trocinami głowę uderzali pięścią najsilniejsi panowie, aż do odpowiedniego kąta odchylenia".
Kiermasze w parku stanowiły ciekawe urozmaicenie codziennego życia. W konkursach i loteriach fantowych można było wygrać przeróżne upominki, od słodyczy po porcelanowe figurki z ćmielowskiej fabryki. Obok orkiestry i pokazów sportowych, alejkami spacerowali kuglarze, przebierańcy i komedianci. Wróżono z kart, opowiadano dowcipy, udawano Flipa i Flapa. Po kilku godzinach do parku wjeżdżała wyładowana sianem fura, a na niej tancerze zespołu ludowego. Wiele razy rozbrzmiewały rytmy krakowiaka i mazura.
"No i wreszcie słup gigant z czterema linami konopnymi. To przede wszystkim atrakcja dla odważnych mężczyzn. Na jedną nogę zakładano pętlę z liny i odbijano się od ziemi (...) Szczytem zainteresowania cieszył się drugi, wyższy słup posmarowany szarym mydłem, z półeczką na szczycie. Na niej umieszczano nagrodę, najczęściej pół litra wódki i krążek kiełbasy lub budzik. Wejście na niego obowiązywało bez pomocy sznurka czy paska na stopy. Zawsze było wielu chętnych i odważnych."
W parku kwitło życie towarzyskie. W górnej części spacerowali młode damy i panowie. Puszczano do siebie serpentyny, przekazywano przez chłopców "sekretniki". Na ławkach odpoczywali starsi, korty tenisowe okupowała młodzież.
"Wieczorem kino objazdowe wyświetlało nieme filmy (...) Specjalnie na potrzeby kina Zakłady Ostrowieckie wybudowały na środku parku drewnianą kabinę, do której wchodziło się po drabinie. Zawieszano ekran na muszli koncertowej (...) W czasie wyświetlania filmów, od strony ławek dawał się słyszeć głośny szept. To dzieci i wnuki czytały długie teksty swym rodzicom i dziadkom, którzy nie potrafili biegle czytać (...) Następnego dnia w godzinach dopołudniowych park był doprowadzany do porządku. Pamiętam jak po kiermaszu, na drugi dzień raniutko przychodziliśmy szukać pieniędzy. Były dni, że uzbieraliśmy trochę dwudziesto i pięciogroszówek."
Park tętnił życiem także w zimie, kiedy dzieci mogły do woli zjeżdżać z górek na sankach, albo jeździć na łyżwach na specjalnie wylewanym lodowisku. Bardzo dbano o utrzymanie terenu w czystości. Park otwierany był o 6 i zamykany o 22. Chodzenie po trawnikach było zabronione, podobnie jak jazda na rowerach, motorach i konno.
"Co z tego parku zostało? Parę drzew, ławki przy scenie i gra w karty przez emerytów podtrzymujących tradycje naszych dziadków. Coraz mniej mieszkańców przychodzi do parku. Mniej widzi się także bawiących się dzieci (...) Dawniej, bardzo dawno temu był to park..."
/A. Śledzińska/